dotnet.com.pl

Wróciliśmy...

...wprost w szpony przaśnej rzeczywistości :/. Już bez mała tydzień mija od czasu, gdy dobiliśmy bezpiecznie z wojaży po południu Polski do naszego domku w Poznaniu. Wierzcie lub nie ale nie miałem po prostu kiedy siąść do strony i nawrzucać całą tę tonę materiału, jaki się nam był zebrał na wyjeździe. O zwykłym wpisie już nawet nie wspominam. Sporo się po przyjeździe dziać zaczęło ale...

Najpierw może o samym urlopiku pokrótce. No więc urlop był... Dziwny :). Doropha robiła za ster, ja za silnik i tym sposobem przemieszczaliśmy się po południowo-wschodniej Polsce pukając do drzwi całej dorophowej rodziny. Byliśmy u siory Dorophy (greetz Krosno!), jej rodziców (aloha Stalowa Wola!) oraz u jej babci (viva Amelin! :)). W międzyczasie zaś zahaczyliśmy o kilka innych miejsc ale tak po prawdzie urlop toczył się w rodzinnej atmosferze. Ma to swoje dobre ale i złe strony. Miałem ogromną chętkę w tym roku na ruszenie na Orkon, spotkanie kilku starych znajomych, wypicie morza piwa i podarcie ryja przy ognisku przy jakichś pieśniach masowych. Gówno z tego wyszło i grzecznie robiłem za kierowcę mojej żony. Cholera, chciałem Majce pokazać LARPa, bandę poprzebieranych i biegających po lasach matołów bawiących się przy tym znakomicie i w ogóle chciałem zacząć krzewić w młodej słuszne nawyki pizgania w eRPeGi. Dupsko :/.


Ciąg dalszy "Wróciliśmy..."

Jutro wyjazd!

OK, samochód sprowadzony, rodzina się właśnie pakuje, Majka dostaje małpiego rozumu a to wszystko oznaczać może tylko jedno: JUTRO WYJAZD!

Przez jakiś tydzień blogasek nie będzie uaktualniany, chyba że gdzieś na naszym głębokim wschodzie znajdę miejsce z internetem i komputerem pospołu. Będziem bowiem się byczyli daleko od cywilizacji i blisko leży rodzinnych Dorophy. Za bazę wypadową będzie robiła nam mieścina o ładnej nazwie Krosno, w której to mieścinie mieszka siora Dorophy wraz mężem Romkiem i bandą dzieciaków (greetz! już niedługo najazd :)).

o, tu jest Krosno

Z Krosna mamy zamiar poskakać sobie a to nad Solinę, a to w jakieś inne urokliwe miejsca. Jeśli pogoda dopisze (a wszystko na to wskazuje wedle prognoz), to być może gdzieś w tamtych okolicach zaparkujemy z namiotem i zrobimy da Majkowi pierwsze spanie pod skrawkiem materiału. Mamy namiot sztuk jeden, śpiwór sztuk jeden i materac sztuk jeden. Z prostej arytmetyki wynika, że ja spać mam w samochodzie. Cóż, uroki posiadania rodziny :). Ogólnie zaś mamy zamiar się tam nieco pokręcić. Tu prośba do ludzi dobrej woli i jeszcze lepszego smaku - gdzie w tamtych okolicach dają dobre piwo? Zimne, pieniste, najlepiej na litrowe kufle... Niechże i ja mam coś z tego wyjazdu.

Kilka dni później zmykamy do Stalowej Woli, skąd pochodzi Doropha, później do wsi jej babci, później bierzemy kurs na Poznań i wracamy. Ze wstępnych obliczeń wynika, że do przejechania mamy około dwóch tysięcy kilometrów, na co wydamy jakieś 800 złotych. Za marną pozostałą resztkę pieniędzy mamy tam przeżyć. Czy kłusownictwo wciąż jest nielegalne? Nie mam pojęcia, w jaki inny sposób zapewnić sobie dopływ protein, białek i witamin. Przy naszej stawce dziennej, którą tu z Dorophą wyliczyliśmy, styknie na (chude) mleko dla Majki. My będziemy wpieprzać trawę. Tak więc sorry Jagódko, sorry Paulinko, sorry Bartusiu - nie będzie prezentów. Na osłodę powiem wam, że my za to kiedyś nie mieliśmy teleranka :).

No to kochani do zobaczenia za tydzień!

PS - na Twitterze wspomniałem o żarełku, co to się zowie "żur w chlebie", które to żarełko jadłem w Jeleniej Górze. Ponoć wywarło toto piorunujące wrażenie na niedawno bywających w tamtych okolicach greckich gościach moich rodziców (chodzi o grecki odłam mojej rodzinki z przyległościami - greetz ciotkens!). Powiem tak: doskonale rozumiem powody wrażenia. Oto chlebek (świetnie wypieczony) pełen przedniego żuru. Mniam! Sorry za jakość fotki - komórka niestety.

żur w chlebie - genialne żarcie!

Urlop oficjalnie ogłaszam za rozpoczęty!

Wpół do szóstej rano. Wtorek. Dopijam kawę i zaraz ładuję się w taryfę, która zawiezie mnie na dworzec PKS. Wypad do Jeleniej Góry, pożyczka samochodu, powrót do Poznania i bez kasy ale z ogromnymi planami - nareszcie wyjazd na wakacje właściwie.

Czemu - by wypocząć - trzeba się najpierw naharować? Ot widać tak musi być :)

iPod gra - Cro-Mag Rally

Cro-Mag Rally [AppStore] to jedna z pierwszych iPodowych ścigałek i niestety to widać. W tej grze szwankuje sporo, od ceny poczynając. Za 10 dolców dostajemy bowiem coś, co i owszem nieco radości dostarczy, ale...

OK, zacznijmy od technikaliów. Grafika jest średnia, tekstury takie sobie i głównie rozmazane, projekty torów całkiem fajowe. Problem w tym, że gra potrafi szczypać i gubić klatki, kiedy na ekranie dzieje się nieco więcej. Po ultrapłynnym Super Monkey Ball sprawia to średnio przyjemne wrażenie i ujawnia biedę silnika filmy Pangea. Być może są to jakieś kultowe wyścigi na Maku ale ja bym prosił deweloperów iPodowych o branie wzorców czy też portowanie gier, które w 21-szym wieku się podobają. A Cro-Mag Rally nie ma na to większych szans. Dźwięki w grze są za to mniamuśne a muza solidna jak należy.

Your browser doesn't support JavaScript or you have disabled JavaScript.

iPod gra - Cro-Mag Rally

Pomijając problemy z grafiką, grze muszę niestety zarzucić znacznie cięższe przewinienie. Otóż nadaje się do zagrania dwa-trzy razy i... można o niej zapomnieć. Dlaczego? A dlatego, że gra nie oferuje ŻADNYCH trybów rozgrywki poza przejechaniem się po torze. Żadnych mistrzostw, żadnych punktów, żadnych lig... NIC! Nie mam pojęcia czym kierowali się twórcy tej gry ale podejście do gracza i jego 10 dolców jest wręcz aroganckie. Żywotność tytułu jest dosłownie żadna z prostego względu - gra nie ma większego sensu. OK, można się kiwnąć po torze czy dwóch i co dalej? Nic nie pcha do masterowania skilli, nic nie zmusza do siedzenia po kilka godzin i wykręcania wyników by np. zobaczyć swoją ksywę w jakimś onlinowym zestawieniu. I to jest do dupy, serio. Granie bez żadnego celu nie przynosi frajdy.

Sterowanie jest całkiem przyzwoite choć na dłuższą metę upierdliwe. Przyspiesza się dotykając strzałki na ekranie, zwalnia i hamuje korzystając z innych punktów ekranu. Skręca się wychylając iPoda w lewo lub w prawo. Problem w tym, że palucha na gazie trzeba trzymać stale bo jego puszczenie powoduje automatyczne dosyć gwałtowne przyhamowanie pojazdu. Tak, zgadliście - po pewnym czasie palec odpada. Jednak trzymanie palucha na przycisku do tego przeznaczonym i zaprojektowanym jest o wiele lepszym rozwiązaniem - ot i poważny problem, z którym twórcy gier muszą sobie jakoś poradzić. Gdyby ktoś tam pomyślał i zechciał umożliwić gazowanie i hamowanie wychylaniem iPoda w przód i w tył... Jako jakaś opcja bardzo by się to przydało. Samo zaś skręcanie zrobione jest elegancko, czułość reakcji na wychylenia można sobie ładnie dostosować i muszę przyznać, że sterowanie akcelerometrem przez kręcenie iPodem się sprawdza. O ile zrobi się to z głową oczywiście.

Podsumowując - gra się przyjemnie. Przez cztery pierwsze jazdy. Później człowiek zastanawia "po jaki ch*** mam tu czas tracić?". I gra kurzy się w kącie iPoda. Noł gód Pangea, noł gód.

za: dźwięk, grywalność...
przeciw: ...która skończy się po trzech odpaleniach gry, średnia grafika, chwilowe miejscami szczypanie, brak jakichkolwiek trybów rozgrywki a przez to i sensu grania

Ocena w skali 1-10: 5

Poniżej filmik porównujący grę Cro-Mag Rally z jej konkurentką - Crash Bandicoot Nitro Cart 3D. Filmik ze strony TouchArcade.

nieco rozgrywki z Cro-Mag Rally

Inne gry z AppStore

iPod gra - Super Monkey Ball

Czas na pierwszą ipodową gierkę, za krótką recenzję której się wezmę. Miałem kilka typów na otwarcie ale postanowiłem zacząć od gry, w której skupia się chyba jak w soczewce większość "za" i "przeciw" grania na iPodzie.

Super Monkey Ball [AppStore] to szybka, czysto arcadowa rozgrywka polegająca głównie na opanowaniu iPoda :). No dobra, tak naprawdę to trzeba po jakąś cholerę przeprowadzić małpkę przez jakieś sto zakręconych poziomów i zadbać o to, by zbyt wcześnie z tego padołu nie zeszła. Cały problem w tym, że trzeba ją tam... doturlać. I tu zaczynają się schody, bo cholerna małpka lata po owych poziomach jak zakręcona a nawigowanie kulką z małpką za pomocą iPoda nie jest wcale takie łatwe. Oczywiście dodatkowo trzeba zbierać punkty (przez zbieranie bananów), które dorzucają nam nowe życia i ładnie wyglądają w statystykach poziomów :). Brzmi głupio ale wciąga jak jasna cholera.

Your browser doesn't support JavaScript or you have disabled JavaScript.

iPod gra - Super Monkey Ball

Grafika w grze jest płynna, szybka i całkiem ładna. Dźwiękom także niewiele można zarzucić choć chciałbym, by sample były w ciut lepszej jakości. To, z czym ma się największy problem w grze to właśnie sterowanie. Ta gra powstała na długo przed iPodem ale to właśnie pomocą tej maszynki można z niej wycisnąć to, o co chodziło pierwotnie twórcom - sterowanie małpką przez przechylanie, pochylanie, wstrząsanie i ogólne oddziaływanie na "bohatera" za pomocą świata a nie "bohaterem" na świat. I to się poniekąd udało. Ale tylko poniekąd. Gra ma frustrujący poziom trudności spowodowany jednym drobnym bugiem - ultraciężko (przynajmniej mnie) jest znaleźć punkt neutralny - położenie, w którym małpka nie leci w którąś ze stron. Bardzo to utrudnia rozgrywkę a brak możliwości skalibrowania urządzenia i bardzo czułe na jakiekolwiek pochylenie iPoda sterowanie przyprawia o chęć rwania włosów z głowy. Stanąłem na bodajże siódmym etapie i za diabła nie mogę drania przejść (raz udało mi się w trybie ćwiczeń ale to był dziki fart). Boli to tym bardziej, że tak poza tym to gra zrobiona jest po prostu miodnie choć z kilkoma innymi problemami wynikłymi ze złego projektowania.

Poziomy w tej grze się odblokowuje. OK, no problema. Nie ma możliwości zapisania stanu gry i w przypadku np. zdechnięcia baterii lub zwykłej chęci zrobienia z iPodem czegoś innego - grę zaczyna się od początku. A to już jest BIG problema! iPod czy iPhone to urządzenia mobilne. Tu po prostu TRZEBA dać możliwość przerwania gry w dowolnym momencie (np. nadchodząca rozmowa telefoniczna w iPhone) i powrotu do niej w dowolnej chwili do stanu, w którym grę opuściliśmy. Tak jest niestety w większości gier na iPoda ale są tez chlubne wyjątki, które pozwalają chociażby grę zapisać.

Podsumowując - gra się naprawdę fajnie i kilka pierwszych poziomów to miód ale gra jest w dalszej części za trudna i nie daje zanurzyć się w sobie na dłużej.

za: grafika, intensywność rozgrywki
przeciw: dźwięk (mógłby być lepszy), frustrujące sterowanie i wynikający z tego poziom trudności, brak zapisu gry czy możliwości jej przerwania i powrotu w dowolnym momencie.

Ocena w skali 1-10: 7

A na koniec filmik z gameplay z gry.

Super Monkey Ball - gameplay

Inne gry z AppStore

Kilka pytań do home.pl

Swego czasu mocno narzekałem na konto pocztowe od home.pl w kontekście stosunku jakości oferowanej usługi do jej ceny. Dziś dostałem od home.pl informację o końcu okresu, za który zapłaciłem i w związku z tym propozycję przedłużenia umowy o świadczenie usług i stosowną fakturę opiewającą na 61 złotych brutto. Co prawda zarzekałem się, że za to konto płacić już nie będę ale postanowiłem dać home.pl szansę i uzależnić swoją decyzję od odpowiedzi na kilka pytań o ich usługę. Pytania wysłałem do firmy i ewentualne odpowiedzi (jeśli takowe będą) podrzucę na blogu. Treść maila jest następująca:

Witam

Otrzymałem od Państwa informację o kończącym się terminie abonamentu za usługę Mail, którą u Państwa wykupiłem. Ewentualną prolongatę umowy i wykupienie u Państwa usług uzależniam od odpowiedzi, które uzyskam na następujące pytania:

  • Czy zwiÄ™kszona zostanie w koÅ„cu pojemność skrzynki pocztowej? 1 gigabajt może i byÅ‚ wartoÅ›ciÄ… szokujÄ…cÄ… kilka lat temu ale teraz brzmi to co najwyżej zabawnie a dziÄ™ki staÅ‚ym łączom wielkość przesyÅ‚anych wiadomoÅ›ci mocno wzrosÅ‚a. KtoÅ› w home.pl zauważyÅ‚ upÅ‚yw czasu i brak jakiejkolwiek konkurencyjnoÅ›ci pod tym wzglÄ™dem z ofertÄ… kont darmowych?

  • Czy zamierzajÄ… PaÅ„stwo usprawnić swój filtr antyspamowy? Korzystam z PaÅ„stwa usÅ‚ugi dwa czy trzy lata i przez caÅ‚y ten okres mam problemy ze spamem, czego nie mogÄ™ powiedzieć o darmowych kontach konkurencji.

  • Czy w usÅ‚udze, za którÄ… bierzecie PaÅ„stwo pieniÄ…dze, pojawi siÄ™ wreszcie IMAP? JeÅ›li tak, to kiedy? JeÅ›li nie, to jakim cudem ktoÅ› w ogóle u PaÅ„stwa z pÅ‚atnej usÅ‚ugi korzysta?

  • Czy zamierzacie PaÅ„stwo wprowadzić wersjÄ™ interfejsu przeznaczonÄ… dla urzÄ…dzeÅ„ mobilnych (iPhone na przykÅ‚ad)?

  • Ostatnie pytanie podsumowujÄ…ce poprzednie: czy firma home.pl ma zamiar Å›wiadczyć usÅ‚ugÄ™ zgodnÄ… z dzisiejszymi standardami? Za standard uważam darmowe (sic!) konta Gmail. Od pÅ‚atnych wymagaÅ‚bym wiÄ™cej, niż oferuje Gmail.

Dalej lecą formułki grzecznościowe i informacja o zamieszczeniu pytań i ewentualnych odpowiedzi na blogu i prośba w związku z tym o nieco pełniejszą odpowiedź niż użycie formularza.

OK, nie liczę na jakąkolwiek odpowiedź bo widzę jak tam traktuje się klienta. Usługa, która przez jakieś trzy lata nie zmieniła się W OGÓLE (o, przepraszam, teraz nareszcie nie muszę wysyłać spamu pod jakiś ichni adres tylko mogę zaznaczyć wiadomość jako spamową (nareszcie!!! po tylu latach!!!)) w dzisiejszym informatycznym świecie nie ma prawa bytu. Mam nadzieję, że w końcu rynek zweryfikuje ofertę home.pl bo najwidoczniej ta firma sama nie potrafi tego zrobić.

Eee... To sÄ… chyba jakieÅ› jaja.

Czytam i nie wierzÄ™.

"Czy pan jest tłumaczem?" - pyta prezydent.
"Jakie to ma znaczenie?" - dziwi siÄ™ Sikorski.
"Czy pan jest tłumaczem, powtarzam pytanie?"
"Nie rozumiem, jaki to ma zwiÄ…zek ze sprawÄ…."
"Proszę zaprotokołować: Odmawia odpowiedzi na pytanie, czy jest tłumaczem".

"Pańskie ego jest rozdęte do monstrualnych rozmiarów" - rzucił w pewnym momencie prezydent.
"Jeśli pan będzie mnie nadal obrażać, wyjdę" - odparował Sikorski.

Za: Dziennik

I jeszcze tylko wyimek z komentarza Roberta Krasowskiego:

Z faktów, które zebraliśmy, wyłania się obraz bardziej dramatyczny niż tylko wizja kłócących się polityków. To obraz sparaliżowanego państwa, które nie jest w stanie normalnie pracować nawet w sytuacji, gdy negocjuje warunki narodowego bezpieczeństwa. Najważniejszą decyzję od czasu naszego wejścia do NATO.

Tusk i Kaczyński uwierzyli w slogan z czasów kampanii 2005 r., że istnieją dwie Polski - Polska PiS i Polska PO. Więc każdy z tych polityków rządzi dziś swoją Polską. Doszło do tego, że te oba państwa zaczynają mieć inną politykę zagraniczną i obronną. "Polska to my" - mówią z zadufaniem obie strony i obie sądzą, że mają monopol na rozum i patriotyzm.

Za: Dziennik

Panie Robercie, nie sposób odmówić Panu racji w wyrażonej przez Pana opinii. W dalszej jej części pisze Pan o niechęci do zaangażowania się w spór po którejś ze stron. I bardzo słusznie, każdy w miarę rozgarnięty człowiek postąpi podobnie. Ale brak zaangażowania po którejś ze stron nie może oznaczać machnięcia ręką i odwrócenia się plecami do problemu, który sam Pan bardzo dokładnie zdiagnozował. Nie kto inny tylko właśnie Pan, gazeta, w której Pan pracuje i pozostałe media powinny się nad problemem pochylić i za pomocą siły czwartej władzy te szczeniackie zachowania (w których - patrząc obiektywnie - zdecydowanie celują Kaczyńscy) piętnować ile wlezie. Ale nie przemawiając do polityków, bo tych zmienić się już najwyraźniej nie da, tylko starając się edukować społeczeństwo, które ich wybrało. Bo taki też między innymi jest cel istnienia wolnych mediów - edukacja.

Jawne chamstwo Kaczyńskiego (jak mi bóg miły, gdyby się ten pokurcz do mnie takim tonem odzywał zostałby zmasakrowany po prostu - właśnie dlatego nigdy nie zostanę politykiem, zmasakrowałbym połowę klasy politycznej w tym kraju) spotyka się z jawnym prezydenta marginalizowaniem ze strony PO. Inna sprawa, że w większości bardzo sobie nasz prezydent na owo marginalizowanie zasłużył, niemniej to wciąż jest prezydent tego kraju, ma swoje prerogatywy a wśród nich i tę, że współtworzy politykę zagraniczną i jest głównodowodzącym sił zbrojnych. Bez porozumienia z tym człowiekiem nie można kształtować polityki obronnej Polski. Czy się to komuś podoba, czy nie (mnie się na ten przykład nie podoba ale na szczęście nie muszę mieć z Kaczyńskim nic wspólnego). A więc trzeba osiągnąć kompromis -pojęcie PiSowi nieznane, co nie zwalnia od obowiązku próby owego kompromisu osiągnięcia.

Jak to zrobić?

Dokładnie tak samo jak w biznesie - zdać się na rozjemcę. Przekazać upoważnienia do negocjacji wojskowym, którzy wyniki przedstawią do akceptacji prezydentowi i premierowi. Nie zapominajmy, cała ta tarcza jest projektem wojskowym, który u nas przerobiono na projekt polityczny. Skoro politycy w tym kraju mają głęboko gdzieś ocenę tarczy przez opinię publiczną, olewają podczas negocjacji partnerów z Unii Europejskiej a co ważniejsze - także z Nato i decydują się na stawianie na terenie naszego kraju instalacji obronnej kraju ościennego, w którym nawet nie jesteśmy w zbyt bliskich stosunkach, w takim razie powierzenie negocjacji specjalistom i wojskowym mogłoby politycznego garba narosłego na tarczy nieco wyprostować. Bo tu już od dawna nie chodzi o obronność Stanów czy naszego kraju (która w mojej ocenie po zainstalowaniu u nas tarczy mocno się obniży przez zwiększenie prawdopodobieństwa ataku na nasze instalacje). Tu już chodzi tylko i wyłącznie o chęć dominacji jednego stronnictwa politycznego nad drugim. Żałosne, smutne i jakże polskie zachowanie...

Póki co mamy dwa fronty negocjacji z jednym partnerem. USA na takich negocjacjach zęby zjadło i obawiam się, że skończymy w typowo polski sposób - porażką. Jak z F16 i offfsetem.

PS. Jedyny polityk w naszym kraju zdolny powiedzieć "Na wypadek przegranej z silniejszym zacznijmy myśleć o przyłączeniu się do niego" (w kontekście rurociągu północnego pod Bałtykiem) to oczywiście wirus-Kwaśniewski. Dżizas, czemu impuls do debaty nad strategią zaopatrzenia tego kraju w surowce musi dawać polityk odstawiony na boczny tor i dziś już drugoligowy? Gdzie w takim razie są dzisiejsze polityczne ponoć elity? Nie ma w tym kraju żadnej debaty o istotnych kwestiach, niestety. Pierdoli się tylko farmazony o teczkach, IPNach i podnieca się zaglądaniem sobie nawzajem w akta oraz długością plunięcia. Ewentualnie obraża się na media. Nic tylko grabki dać i wiaderka. Choć i to jest niebezpieczne - zaczną się obrażać o to, kto ma większe a kto ma koloru czerwonego.

iPod aplikacja - Zenbe Lists

O Zenbe już swego czasu pisałem nieco, głównie w kategoriach narzekania na szybkość funkcjonowania usługi i ogólnie marudząc. Zenbe używam rzadko i od święta, kiedy sobie przypomnę, by coś tam sprawdzić czy aby zostało zaimplementowane i czy usługa staje się przyjazna dla ziPodowanego/ziPhonowanego użytkownika. Usługa się rozwija, i fajnie. Wciąż jednak nie da się tego całego bogactwa sensownie obsługiwać z poziomu iPoda/iPhone, więc jako się rzekło - czasem nawiedzę zaciekawiony co tam w projekcie słychac i tyle mnie widzieli.

Aż do niedawna, kiedy to na moim iPodzie zlądowała aplikacja od Zenbe - Zenbe Lists [AppStore] [strona projektu]. Niestety, to nie jest w pełni funkcjonalny klient tej niezłej usługi a program obsługujący tylko jedno feature. Za to dla iPodowca/iPhonowca dosyć istotne - ToDosy. Hańbą Apple jest nieumieszczenie w swoim oprogramowaniu obsługi ToDosów. Zabijcie mnie - nie wiem co przeszkadza Apple w implementacji ToDosów w swoim oprogramowaniu i łatwiej ich synchronizacji z systemowym kalendarzem. To jakiś kolejny absurd ze stajni japcoka, do którego przyjdzie chyba przywyknąć.

Your browser doesn't support JavaScript or you have disabled JavaScript.

iPod aplikacja - Zenbe Lists

I tu wkracza Zenbe Lists ze swoimi listami ratując nam poniekąd dupsko. Aplikacja jest banalna w użyciu a usługa prosta jak budowa cepa. Nie ma się co rozwodzić, tylko trzeba używać. Interfejs jest jasny i zrozumiały, choć wprowadzanie danych może skończyć się wywaleniem całej treści, gdy zamiast grzecznie tapnąć "Done" wjedzie się od razu do edycji daty wydarzenia. To bug i trzeba to naprawić. Kilka ToDosów już w ten sposób niestety straciłem. Program jest ściśle zintegrowany ze stroną internetową i bezproblemowo można synchronizować zmiany poczynione w aplikacji czy na stronie. Bułka z masłem.

Z przyjemnych dodatków - listy można publikować (przykład poniżej) jak i je współdzielić (umożliwiając edycję przez np. współpracowników czy żonę dopisującą z domu coś do listy zakupów :)). W ten sposób mamy w kieszeni notatnik, do którego mogą - jeśli się na to zgodzimy - mieć dostęp inni zaproszeni przez nas użytkownicy. Nie powiem, przydatne.

Z wad - informowanie na e-mail. KONIECZNIE! Po kiego mi ustalanie dat kiedy nie mogę sobie włączyć ostrzeżeń o mijających terminach? No i mam wrażenie, że listy nijak nie są zintegrowane z pozostałymi usługami Zenbe. Miałem nadzieję na trzymane w kieszeni ToDosy integrujące się z kalendarzem Zenbe ale tak się nie dzieje. Same listy są z jednej strony przydatne, z drugiej ich zastosowanie jest dosyć ograniczone w konfrontacji z bogactwem możliwości oferowanych przez Zenbe. Mam wrażenie, że aplikacja powstała po to, by powstać. OK, przydatne ale co dalej? Na wyciągnięcie ręki mam cały pakiet usług, do którego listy najwyraźniej nie należą. Waht's the point then?

Anyway, aplikacja za free więc warto imo spróbować. Mnie się przydaje.

I przykład publikowanej listy. Tu też przydałaby się możliwość jakiegoś konfigurowania (kolorystyka, szerokość, ilość pokazywanych ToDosów... te sprawy).

Inne aplikacje z AppStore

Dr. Horrible's Sing-Along Blog - to CHCĘ!

Dr. Horrible's Sing-Along Blog

From Joss Whedon, the creator of Buffy the Vampire Slayer and Firefly, comes Dr. Horrible's Sing-Along Blog. Neil Patrick Harris stars as Dr. Horrible, an aspiring super-villain, whose attempts at villainy are constantly thwarted by his nemesis, the heroic Captain Hammer (Nathan Filion). He must take his efforts to the next level in order to get into the Evil League of Evil while also mustering the courage to talk to Penny (Felicia Day), the girl at the laundromat. And it's a musical. Written bu Joss Whedon, Maurissa Tancharoen, Jed Whedon, and Zack Whedon. Music by Joss Whedon and Jed Whedon. Directed by Joss Whedon.

Kochani, jak tego można nie chcieć? I tylko cztery dolce za trzy odcinki? I'm in! Recenzje w iTunes Store są wręcz entuzjastyczne a cztery dolce to w dzisiejszych czasach żaden majątek. A zanim się w naszym kraju pokaże...

Do kupienia w iTunes Store (link przekierowuje do sklepu)

Joss, nie pitol się z musicalami tylko drugi sezon Firefly dokręć!

iPod aplikacja - Twitterrific

OK, zaczynam więc opisywać aplikacje i gry, które w oko mnie wpadły w AppStore. Zacznę od aplikacji chyba jak do tej pory najgustowniej zrealizowanej (przynajmniej spośród tych przeze mnie używanych), wyglądającej chyba nawet lepiej na iPodzie niż na komputerze - Twitterrific [AppStore].

Your browser doesn't support JavaScript or you have disabled JavaScript.

iPod aplikacja - Twitterrific

Tego klienta Twittera nie ma co przedstawiać makówkarzom bo zna ten program chyba każdy miłośnik jabłek. Mały ale zgrabny program, który występuje w dwóch wersjach - bezpłatnej ale fundującej co jakiś czas wyświetlanie reklam i płatnej, owych reklam pozbawionej. Na iPoda przeniesiono ten pomysł i aplikacja dostępna jest w dwóch wersjach. Miłe jest to, że wersja bezpłatna nie wali co chwila reklamami po oczach a i same reklamy wplątane pomiędzy wiadomości są całkiem gustownie przedstawione i nie rażą. Dla mnie to istotne.

Obsługa programu w iPodzie nie sprawia żadnych problemów. Program wyświetla podpowiedzi, co bardzo ułatwia zapoznanie się z interfejsem (spoko, te podpowiedzi można wyłączyć), działa sprawnie a jedyne zaciachy występują przy szybszym przewijaniu listy wiadomości - iPod nie nadąża z pobieraniem avatarów i lekko przewijanie szczypie. Ale tak poza tym to kawał doskonałego softu, napisanego jak na razie bezbłędnie (ani razu nie wywalił się podczas korzystania - rzecz na iPodzie niestety rzadka), w gustownej i bardzo pasującej do iPodowej czerni tonacji kolorów i w ogóle widać, że Craig Hockenberry (autor aplikacji) bardzo zwraca uwagę na szczegóły i drobiazgi.

Klient idealny? Na pewno nie. Twitterowe API oferuje znacznie więcej możliwości, niż zawarto w tym programie, co widać chociażby po wciąż uwielbianym przeze mnie kliencie Hahlo. Hahlo jest co prawda aplikacją webową ale moim skromnym zdaniem tłucze Twitterrific równo. Jeśli twórca Hahlo zdecydowałby się na przeniesienie swojego klienta na iPoda jako aplikację natywną, byłbym w siódmym niebie. Z dwóch programów to właśnie Hahlo przekonało mnie do siebie bardziej, co zaowocowało dotacją.

Czy więc warto? Jeśli z Twittera korzysta się jak ja - od święta i tylko by coś tam od siebie przelać raz na jakiś czas, Twitterrific w zupełności wystarczy. Jeśli ma się jakieś wielkie ambicje a od programu wymaga nie wiadomo czego - Twitterrific będzie ładnym ale dosyć skromnym w możliwości bajerkiem. Mnie ten bajerek przekonał i go używam. Jako że darmowy - można pobrać i przekonać się samemu.

Inne aplikacje z AppStore

<